Elipse
Powrót

Wywiady

27.07.2020

Drapando, czyli wspólne pisanie

„Okazało się, że w teatrze mogę opowiedzieć również o tym, co mnie boli, z czym sobie nie radzę, czego nie rozumiem – bez nieustannego żartowania na ten temat. Szczerość w pisaniu dobrze wpływa i na jakość tekstów, i na rozumienie życia przez samego autora”

– z Szymonem Jachimkiem oraz Janą Jachimek rozmawia Joanna Żygowska

Selfie uśmiechniętej dwójki ludzi - młodego mężczyzny oraz dziewczynki w wieku szkolnym. Za nimi regał z książkami.

Joanna Żygowska: Opowiedzcie, jak to się stało, że napisaliście sztukę „Drapando, czyli Atak Zamszałego Starucha”?

Jana Jachimek: Zachorowałam. A tata wymyślił, by napisać o tym sztukę.

Szymon Jachimek: Rzeczywiście, taka jest geneza powstania tekstu w największym skrócie. Jeśli tak ująć tę sprawę, to prace nad „Drapandem…” zaczęły się cztery lata temu, gdy Jana po raz pierwszy miała wysypkę na całej skórze. Co było potem?

JJ: Potem było swędzenie, pieczenie, smarowanie, krzyczenie, płakanie. I niejedzenie wielu rzeczy.

JŻ: Jana, czego nie możesz jeść?

JJ: No, trochę nie wiem.

SJ: Trochę nie wiemy i trochę też daliśmy sobie spokój z radykalną dietą. Poza tym Jana ma też własne wybory żywieniowe.

JJ: Nie jem mięsa. Od trzech lat.

JŻ: A czy ktoś jeszcze w Waszym domu nie je mięsa?

JJ: Tata.

SJ: Jestem raczej takim fleksitarianinem, ale rzeczywiście od ponad roku praktycznie nie jem mięsa. I muszę przyznać, że to Jana mnie zainspirowała. Niejedzenie mięsa jest słuszne – czasem to dorośli uczą się od dzieci.

My pewnie o AZS-ie [Atopowym Zapaleniu Skóry Atopowe Zapalenie Skóry (AZS) – choroba skóry, której towarzyszy uporczywy i nawrotowy świąd oraz liszajowacenie skóry. Schorzenie dotyka od 0,25 do 20% populacji. Początek rozwoju AZS przypada zwykle między 3. a 6. miesiącem życia. Niektórzy naukowcy uważają AZS za chorobę cywilizacyjną, której powszechność będzie rosła ze względu na zanieczyszczenie środowiska. Więcej informacji: www.ptca.pl – przyp. red.] możemy gadać godzinami i opowiadać różne zabawne i mniej zabawne historie. Niemniej, to jest taki stwór, który z nami kilka lat temu zamieszkał i cały czas gdzieś krąży wokół.

JJ: Potrafiła mnie piec zwykła woda.

SJ: Było bardzo trudno, od pewnego czasu jest już lepiej. Wciąż jednak każdy z nas nosi tę historię w sobie. Kiedyś pomyślałem, żebyśmy napisali razem jakąś sztukę. Był to niekonkretny projekt, ciągle odkładany, zawsze: „dobra, to za chwilę”. Bez deadline’u trudno było się zmobilizować. W tym roku, wiedząc, jak mam zaplanowany kalendarz, nie planowałem w ogóle brać udziału w Konkursie na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży, co robię stale od 2016 roku. Ale – pojawiła się kolejna choroba, tym razem na całym świecie. Niespodziewanie okazało się, że mam dużo mniej pracy. Siedzieliśmy w domu i pomyślałem, że może to jest odpowiedni moment, aby wspólnie stworzyć sztukę o Zamszałym Staruchu. Plan był taki, że ja napiszę, a Jana pomoże mi wymyślać.

JJ: To zabrzmiało: „Jana pisze…”

Wszyscy: (śmiech)

SJ: Jana też czasami pisze, nie zawsze kończy. Co zrobiliśmy, by napisać sztukę?

JJ: Poszliśmy na spacer.

SJ: Poszliśmy na długi spacer.

JJ: Wspinaliśmy się, wchodziłam bardzo wysoko.

SJ: I sobie po prostu rozmawialiśmy, jak tę historię opowiedzieć. Zastanawialiśmy się, co może być bronią dzieci z AZS-em i ich rodziców.

JJ: Wyobraźnia!

SJ: To było słowo, które stworzyło nam pomysł na połowę sztuki, głównie z inspiracji Jany. Ja zajmowałem się spisywaniem naszych doświadczeń. „Drapando…” to utwór właściwie reportażowy.

JJ: Oparty na faktach.

SJ: Ale są tam też elementy wymyślone. Jana nie chodzi do szkoły im. Marii Konopnickiej, ale w jej szkole też jest…

JJ: …taki hymn.

JŻ: Wasz hymn w sztuce jest przezabawny!

SJ: Wspólnie z Janą zajmowaliśmy się głównie częścią wyobraźniową, gdy rodzice pomagają Katie i starają się łagodzić ból córki. Najpierw opowieść wymyślaliśmy razem, głównie podczas spacerów, potem ja siedziałem przy komputerze, a Jana przychodziła sprawdzać. I niektóre teksty usunęła.

JŻ: Czytając, pomyślałam, że choć piszecie o AZS-ie, czyli chorobie, którą nie do końca widać, to z tym doświadczeniami mogą się też utożsamić osoby cierpiące na inne, mniej oczywiste przypadłości. Takie, których czasami też na pierwszy rzut oka nie widać.

JJ: Ale ja mam koleżankę, którą poznałam w szpitalu, która była cała czerwona, wszędzie. Gdy przyszła do mnie na urodziny, to wszystkie pozostałe dziewczyny się z niej śmiały. To nie było miłe.

SJ: Byłoby wspaniale, gdyby osoby bez AZS-u odnalazły w tym tekście coś dla siebie. Ale muszę przyznać, że w pisaniu „Drapanda…” najważniejszy jednak był dla nas właśnie aspekt związany z problemami skórnymi. Marzyło nam się, aby nasza sztuka była i śmieszna, i wzruszająca, ale miała także nienachalny wątek edukacyjny: to jest choroba, którą nie można się zarazić. Temu poświęcony jest wątek koleżanki Grażynki.

JŻ: „Drapando…” to połączenie głosu w konkretnej sprawie z nutą edukacyjną, misją, a jednocześnie pomysł na sztukę, która ma swoją formę, ciekawą historię i czule przedstawionych bohaterów. Osobiście czułam się prowadzona przez opowieść, która pokazuje mi odcienie świata, które słabo znam, ale też daje przyjemność obcowania z tekstem, który wzrusza, rozśmiesza i naprawdę mnie intryguje.

SJ: Większość sytuacji w planie realistycznym to zapis naszych doświadczeń, ale artystycznie opracowanych. Nie ma tam jednak żadnej przesady. Pisząc, zastanawiałem się, na ile to jest wyłącznie nasza historia i nasza potrzeba wyrzucenia jej z siebie, a na ile może być uniwersalna.

Pytaniem, które Jana nam czasami zadawała w płaczu, a potem my wraz z żoną między sobą, było: dlaczego ja? Dlaczego ona? Najprostsza odpowiedź brzmi: po prostu tak wyszło. Niełatwo się z tym pogodzić. Wiemy jednak, że w porównaniu z dziećmi śmiertelnie chorymi AZS to sielanka. Więc choć z jednej strony nie mamy prawa się uskarżać, z drugiej – mamy za sobą wiele koszmarnych momentów.

JŻ: Piszesz to nawet w sztuce. AZS bezpośrednio nie zagraża życiu, ale jest trudnym doświadczeniem dziecka, ale i zmianą sposobu funkcjonowania całej rodziny. O tę rodzinę chciałabym Was też zapytać. Powiedzieliście, że Waszą siłą w zmaganiu się z AZS-em była wyobraźnia, a mi podczas lektury „Drapanda…” przyszło do głowy, że moc opisanej drużyny tkwi także w tym, że trzyma się razem i cały czas się nawzajem wspiera.

SJ: Bo chyba dlatego ludzie tworzą rodziny. Możemy się czasem na siebie wkurzać, możemy być sobą zmęczeni, ale w przypadku zagrożenia i choroby niesłychanie trudno byłoby żyć samemu.

JJ: Mi tylko czasami było przykro, że gdy ja płakałam, mój brat uciekał do swojego pokoju i chował się pod kołdrę.

SJ: To nawet jest zdanie znawców psychologii – jeśli jeden z członków rodziny choruje przewlekle, to doświadcza tego cała rodzina. W sztuce jest taka scena, zaczerpnięta zresztą z rzeczywistości, gdy rodzice nie mogą znieść bólu dziecka i płaczą, a wtedy Katie ich pociesza. Prawdopodobnie nie powinniśmy byli dopuścić do takiej sytuacji – a jednak. Dorośli, jak dobrze wiemy, też nie są wszechmocni.

JŻ: Postać brata, Lloyda, także jest warta uwagi. Z jednej strony on po swojemu przeżywał doświadczenia Katie, z drugiej wprowadzał komizm sytuacyjny i językowy. Co w twoich, Szymon, sztukach w ogóle mnie nie dziwi.

SJ: Miałem wątpliwość, czy jednak ciągłe mówienie Lloyda o… No, nie ma co owijać w bawełnę, o kupie, nie jest estetycznym ciosem poniżej pasa. Ale w tym tekście są sceny tak mocne i trudne, że te wszystkie dziecięce okołofekalne żarty pomagają szybko rozładować napięcie. Jeden z najważniejszych filmów, jakie w życiu widziałem – mimo upływu lat – to „Życie jest piękne”. Mistrzowskie przeplatanie śmiechu i łez. Wzór.

JŻ: Czy nie baliście się ujawniać w sztuce tylu szczegółów związanych z Waszym domowym, prywatnym życiem? Jak się z tym czujecie?

JJ: Trochę się wstydzę, a trochę cieszę, bo to może pomóc innym dzieciakom z AZS-em.

SJ: Zanim zacząłem pisać sztuki teatralne – a ta przygoda trwa już 5 lat – zajmowałem się głównie twórczością kabaretową. I czułem coraz większe zmęczenie nieustanną presją żartu, bycia śmiesznym i błyskotliwym. Okazało się, że w teatrze mogę opowiedzieć również o tym, co mnie boli, z czym sobie nie radzę, czego nie rozumiem – bez nieustannego żartowania na ten temat. Szczerość w pisaniu dobrze wpływa i na jakość tekstów, i na rozumienie życia przez samego autora.

JŻ: Jana, co było najfajniejsze we wspólnym tworzeniu?

JJ: To, że mogłam ubarwić swoją chorobę, gdy spacerowaliśmy i się wspinałam.

JŻ: Zdradźcie, proszę, skąd wziął się tytuł.

JJ: Akurat muszę się podrapać!

SJ: Tytuł składa się z dwóch części. Jako że w naszym domu „drapanie” było odmieniane na wszystkie możliwe sposoby, to powstało także „drapando”. Czułem jednak, że coś do tego trzeba dołożyć, więc poprosiłem Janę o rozwinięcie skrótu AZS. Wtedy Jana usiadła do biurka, jak profesjonalna pisarka, a po jakimś czasie wyszła z pokoju i powiedziała, że…

JJ: …Atak Zamszałego Starucha.

JŻ: Jana, powiesz coś więcej o tym autorskim rozwinięciu skrótu AZS? Z czym Ci się kojarzy?

JJ: Z meczem rugby. Jak kładę się spać i mnie swędzi, to wyobrażam sobie, że to jest mecz rugby, a moim przeciwnikiem jest Armia Zamszałego Starucha.

JŻ: Jak wybuch pandemii wpłynął na Wasze pisanie?

SJ: Przede wszystkim miałem mniej zleceń, a także dzieci były cały czas w domu. Po lekcjach spędzaliśmy razem dużo czasu, np. graliśmy w planszówki, by nie spędzać całych godzin przed ekranami. Choć oczywiście czasem chcieliśmy z żoną, żeby dzieci po prostu zajęły się sobą. Pewnie jak większość rodziców w tym czasie. To był też dobry moment na pogadanie o AZS-ie. Najpierw był ten pamiętny spacer, potem pisanie i dalsze rozmowy.

JŻ: Jana, jak wspominasz czas pandemii i niechodzenia do szkoły?

JJ: Źle! Źle! Źle!

SJ: Dlaczego?

JJ: Było smutno. Tęskniłam za szkołą: za paniami, za stołówką, za biblioteką.

JŻ: Co jeszcze robiłaś w tym czasie?

JJ: Rysowałam według tutorialu Draw So Cute [kanał w serwisie Youtube – przyp. red.], malowałam, czytałam. Przeczytałam szósty raz wszystkie części Harry’ego Pottera, bawiłam się w ogrodzie. A ostatnio z sąsiadami zrobiliśmy stoisko z lemoniadą, kanapkami i sałatką owocową.

JŻ: Takie stoisko było moim marzeniem w dzieciństwie, ale nigdy go nie zrealizowałam. Co poleciłabyś innym dzieciom do czytania?

JJ: Na pewno Baśniobór, całego Harry’ego Pottera, wszystkie części Percy’ego Jacksona i książkę „Tajemnicza moneta” z serii Niezwyczajni.

SJ: Ale jest jeszcze seria, której nie czytacie sami, ale ktoś Wam czyta.

JJ: A! Jeżycjada!

SJ: Jana jak i jej brat czytają dużo, głównie książki fantastyczne. A my wraz z żoną chcemy podsunąć im również lektury obyczajowe. Jeżycjadę czytaliśmy w młodości i w dużym stopniu były to książki, które ukształtowały nasz sposób myślenia i patrzenia na świat.

Nie byliśmy pewni, czy dzieci „wejdą” w historie wymyślone 30-40 lat temu, ale obecnie jesteśmy już na „Opium w rosole”. Te pierwsze tomy serii Małgorzaty Musierowicz to świetna literatura, pełna czułości i humoru.

JŻ: Słucham o Waszych lekturach i mam pewne spostrzeżenie. Dotychczas Twoje, Szymon, sztuki, jakie znam, były realistyczne. Teraz, gdy swój udział w procesie twórczym miała Jana, pojawiła się też część fantastyczna, wręcz superbohaterska. Dwa żywioły: fantastyczny i realistyczny, córki i taty.

SJ: (śmiech) Twoja umiejętność znajdowania klamr – pierwsza klasa!

JŻ: (śmiech) Powiem Wam, że moment otwarcia kopert i informacja o tym, że autorem zwycięskiej sztuki jest Szymon Jachimek był dla mnie zaskoczeniem. Dalej – zaintrygowało mnie, że swój udział w tym miała i Jana. Dlatego też zaprosiłam do rozmowy Was oboje. Powiedzcie, jakie macie plany związane z teatrem w najbliższym czasie?

JJ: Należę do Teatru Komedii Valldal. Właśnie przygotowujemy sztukę, w której będę grała kurczaka. Być może będę cały czas na scenie.

SJ: Mam nadzieję, że Jana będzie coś pisała, niekoniecznie dla teatru, bo świetnie umie wymyślać. Zobaczymy! Sam obecnie mam plan przygotowywania adaptacji jednego z polskich znanych dramatów, ale szczegóły to jeszcze tajemnica.

JŻ: Jana, a czy Ty chciałabyś coś napisać dla teatru?

JJ: Nieee. No, ale może coś. Żeby się dostać na te warsztaty pisarskie, do tego Obrzycka.

Rozmowa odbyła się 3 lipca 2020 roku.

Jana Jachimek – uczennica IV klasy Szkoły Podstawowej w Mostach. Laureatka Nagrody Dyrektora Szkoły za rok szkolny 2018/2019. Interesuje się teatrem, śpiewem i judo. Jest członkinią Teatru Komedii Valldal, gdzie zagrała w spektaklach: „Wikingowie. Musical nieletni” i „Kra, kra, kra, czyli zwierzęta na lodzie”.

Szymon Jachimek – dramatopisarz, improwizator, artysta kabaretowy. Do 2014 roku był członkiem nieistniejącego już Kabaretu Limo, od 2015 roku zajmuje się głównie pisaniem oraz improwizacją komediową. Laureat nagród dramaturgicznych, m.in. Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej. Zdobywca I nagrody w 27. Konkursie na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży za sztukę „Jeremi się ogrania. LOL”. W lutym 2020 roku odbyła się premiera autorskiego recitalu Szymona „Z dala od tonacji”.

Czytaj inne

Żywy i analogowy moment

09.02.2024

„Bo kiedy siedzi się w teatrze […] nie rozprasza się tak łatwo, fokus i koncentracja są tu większe, otwieramy się na jakieś przeżycie na godzinę czy dwie” – z Milanem Gatherem, niemieckim dramatopisarzem i reżyserem, rozmawia Iwona Nowacka.

Czytaj dalej

Jeżeli jestem reliktem przeszłości, to trudno!

22.12.2023

„[…] dla mnie ten podział na aktora, reżysera, dramaturga często jest bardzo sztuczny i narzucony. Wolę określenie «człowiek teatru»” – z Mariem Kovačem, chorwackim „człowiekiem teatru”, rozmawia Gabriela Abrasowicz.

Czytaj dalej

Ciało jest barometrem

20.12.2023

„Myślę, że ciało każdej osoby mówi, tylko nie każdy tego ciała słucha. Ciało daje nam inną mądrość, niż ta z głowy” – z Moniką Czajkowską, autorką dramatu „Wychowanie Fizyczne. Sztuka nie tylko dla młodzieży”, rozmawia Marzenna Wiśniewska.

Czytaj dalej

Jest to tekst dla zespołu młodych ludzi, którzy mogą z nim działać

18.12.2023

„W mojej wyobraźni widzę zespół muzyczny, DJ-a, elektroniczną muzykę, dźwięki sączące się w szczelinach, które są dopełnieniem poetyckiego języka” – z Tomaszem Daszczukiem, autorem dramatu „Kto? Co? Czasownik”, rozmawia Marzenna Wiśniewska.

Czytaj dalej

Niesiemy ogień w sobie

16.12.2023

„[...] ciekawi mnie performatywny charakter tego specyficznego okresu przechodzenia z dzieciństwa w dorosłość, który nie jest jednym punktem w czasie, tylko rozciągniętym procesem” – z Andrzejem Błażewiczem, autorem dramatu „Dziewczyna w ogniu”, rozmawia Marzenna Wiśniewska.

Czytaj dalej

Człowiek uczy się kreatywności jak wszystkiego innego

14.12.2023

„Wszystkie gorące tematy, zwłaszcza te, które stale nas niepokoją i uwierają, są teatrowi potrzebne, a w zasadzie – są mu niezbędne do życia” – – z dramaturżką Katariną Pejović i reżyserem Dario Harjačekiem rozmawia Gabriela Abrasowicz.

Czytaj dalej

Pisanie to dyscyplina podobna do lekkoatletyki

07.12.2023

„Musisz usiąść przy tym biurku i komputerze, pozwolić słowom i pomysłom przyjść do ciebie, następnie zapisać je, usunąć, pomyśleć o nich jeszcze raz, aż to, co napiszesz, będzie miało sens i będziesz zadowolona z efektu” – z Laną Šarić, chorwacką dramatopisarką, rozmawia Martyna Lechman.

Czytaj dalej

Poszukiwanie nadziei

30.11.2023

„Kiedy piszę dla dzieci, zawsze staram się jakoś pogodzić realny świat, w którym żyją, z jakąś nadzieją na to, jak ten świat powinien wyglądać. Na to poszukiwanie nadziei poświęcam większość czasu, bo musi ona być możliwie realistyczna i komunikować się z młodym odbiorcą, który powinien odnosić wrażenie, że to, co pozytywne, jest w zasięgu ręki” – z Ivorem Martiniciem, chorwackim dramatopisarzem, rozmawia Martyna Lechman.

Czytaj dalej

Tekst to sierota w teatrze

14.11.2023

„Gdyby sztuki Szekspira były jedynie służebne wobec teatru, dzisiaj pewnie byśmy ich nawet nie znali, bo nie przetrwałyby do naszych czasów. Druk pozwala dramatowi trwać” - o roli tekstu w teatrze, szansach dla osób debiutujących i sytuacji współczesnego teatru z Martą Guśniowską, Maliną Prześlugą i Marią Wojtyszko rozmawia Piotr Dobrowolski.

Czytaj dalej

Teatr to prestiż, czyli o teatrze chorwackim dla młodego widza

16.10.2023

„[…] w Chorwacji tradycja teatralna jest bardzo silna i nie chodzi tylko o chodzenie do teatru. To jest jakiś prestiż” – z Gabrielą Abrasowicz i Martyną Lechman, tłumaczkami sztuk teatralnych opublikowanych w 51. numerze w serii „Nowe Sztuki dla Dzieci i Młodzieży”, rozmawia Kinga Piotrowiak-Junkiert.

Czytaj dalej