Elipse
Powrót

Wywiady

11.09.2025

Odzyskać prawo do zajmowanej przestrzeni

„Czasem, po tym kiedy odpuścimy, popłaczemy i wykrzyczymy to, co nas boli i czego chcemy, a na co się nie zgadzamy, następuje moment spotkania z samym sobą”.

– z Aleksandrą Barczyk, zdobywczynią II nagrody w 36. Konkursie na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży, o dramacie Invisible rozmawia Katarzyna Waligóra.

 

W zeszłym roku twój dramat Pan A otrzymał I wyróżnienie w Konkursie na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży. W tym roku otrzymałaś II nagrodę za tekst Invisible. Czy te dwa dramaty to początek twojej drogi pisarskiej?

Tak i nie. Jestem pedagożką teatru, pisanie towarzyszy mi od początku pracy zawodowej. Generalnie bliska jest mi metoda teatru verbatim, więc piszę teksty do przedstawień, które robię za jej pomocą. Natomiast rok temu po raz pierwszy pomyślałam: dlaczego nie spróbować z pisaniem innego typu? Wtedy powstał mój pierwszy tekst, właśnie Pan A, dedykowany młodszej widowni – młodzieży, a przede wszystkim dzieciom. Po tym pierwszym razie nastąpił kolejny, czyli Invisible. Pomysł na niego powstał mniej więcej rok temu. Gdy obserwowałam uczestników moich zajęć, zauważyłam, że temat, który chciałam podjąć, jest ważny nie tylko dla mnie i nie tylko ja pamiętam podobne doświadczenia ze swojego dzieciństwa, ale to coś, co jest bliskie niejednemu dziecku.

 

A co zainteresowało cię w pisaniu tekstów dla młodszej widowni, że postanowiłaś spróbować?

Dla dorosłych piszę wspomnianą już metodą verbatim i myślę, że ona daje mi więcej pewności. Mam oparcie w bohaterze, w tym, co powiedział, wiem, że nie ucieknę w jakieś rejony banału. Pisząc Pana A i Invisible, odważyłam się spróbować czegoś nowego. W tej chwili już dość mało pracuję z dziećmi, ale młodszy odbiorca jest cały czas ze mną, bo tworzę także opowieści dla dzieci, a następnie opowiadam je w ramach cyklu „Inna Bajka”. Piszę o rzeczach, których doświadczam, które przeżywam, które mnie poruszają. Liczę na to, że zarówno dziecko, jak i osobę dorosłą mogą one poruszyć. Chyba nie chciałabym mówić, że napisałam coś, co jest pomyślane jedynie dla dzieci. Mam nadzieję, że w tych tekstach każdy znajdzie coś dla siebie.

 

Z wykształcenia jesteś teatrolożką – czy to pomaga ci pisać?

Nie, zupełnie nie. Uważam, że przez studia przeszłam kompletnie nieświadomie, przebrnęłam przez nie jakąś siłą rozpędu, a do ich skończenia chyba motywowała mnie głównie potrzeba zamknięcia jakiegoś rozpoczętego etapu. To nie studia były złe, ale zdaje się, że ja dopiero byłam na drodze do dojrzałości. Studiując teatrologię, nie byłam pasjonatką teatru. Myślę, że teatr był mi jakoś bliski, ale wtedy nie potrafiłam jeszcze znaleźć ścieżki, która pozwoliłaby mi odszukać w nim miejsce dla siebie. Tak więc świadomie niczego nie biorę ze studiów do swojego pisania. A nieświadomie? Tego oczywiście nie wiem.

 

Powiedziałaś, że pisanie jest dla ciebie wędrówką po wewnętrznych światach. Jak sobie tę wędrówkę organizujesz?

Ona jest bardzo nieuporządkowana. Dopóki nie zacznę pisać, wszystkie pomysły są mało konkretne. Niestety jestem zadaniowcem, więc to, że pojawia się konkurs, jest dla mnie świetnym pretekstem do pisania i silną motywacją. Daje mi też konkretny termin, do którego tekst musi zostać ukończony.

W przypadku zarówno Invisible, jak i Pana A bardzo długo nosiłam w sobie tematy, o których w końcu napisałam. W prostych, życiowych sytuacjach pojawia mi się wtedy określona refleksja, której chciałabym nadać jakieś ciało. Potem następuje ten moment, kiedy pierwszy raz siadam do pisania – z dużymi oporami, zahamowaniami, bez zapału. Towarzyszy mi lęk przed porażką i przed tym, że nie będę wiedziała, co napisać, albo że nie jestem taka mądra, fajna, i tak dalej. Czuję wtedy, że nie mam nic do powiedzenia, ale potem okazuje się, że coś jednak wpadło na taśmę.

 

Z Invisible też tak było?

Invisible zaczęłam pisać w święta Bożego Narodzenia, bo miałam grypę. Leżałam w łóżku i pomyślałam, że skoro minęły już pierwsze dni gorączki, to chyba dobry moment, żeby siąść do pisania. Kiedy nabiorę rozpędu, piszę już regularnie, ale potem przychodzi jeszcze jeden trudny moment: gdy skończę, jestem zmęczona i nie chcę już więcej o nim myśleć. Po postawieniu ostatniej kropki w Invisible nie miałam stuprocentowej satysfakcji z tego tekstu, ale chciałam, żeby ktoś go przeczytał i utwierdził mnie w przekonaniu, że jest oczywiście świetny. Dałam go więc mężowi, a on zamiast się zachwycić, wskazał miejsca, które wymagały poprawek i uściśleń. W takich sytuacjach rośnie we mnie ogromny bunt i żal, że trzeba jeszcze raz wracać do już skończonego pisania, jeszcze w tylu miejscach się nad tym pochylać, zastanawiać, poprawiać, kiedy ja chciałabym się już odciąć i przejść do następnego pomysłu. To jest dla mnie naprawdę bolesny proces i zachowuję się wtedy jak dziecko, które dostało ataku histerii. Oczywiście kiedy już się wypłaczę i wyzłoszczę, siadam i poprawiam, bo przecież szkoda mi tego czasu, który poświęciłam na napisanie dramatu. Gdyby nie ludzie wokół mnie, pewnie wysłałabym dramat na konkurs w niedokończonej, słabo zredagowanej, obskurnej formie, tylko dlatego, że nie chciałoby mi się robić poprawek.

 

Mówiłaś, że chcesz, żeby twoje teksty poruszały dorosłych i dzieci – jest to dla mnie zrozumiałe, bo dorośli bardzo często towarzyszą najmłodszym w oglądaniu teatru. Zastanawiam się jednak, skąd czerpiesz wiedzę o tym, jakiego języka używać, żeby był ciekawy i komunikatywny dla młodszego widza. Skąd wiesz, co zarezonuje z tą grupą?

Istotne jest dla mnie to, że przebywam z młodymi ludźmi na co dzień. Prowadzę zajęcia cyrkowe, na które przychodzą dzieci i młodzież, mogę wtedy z nimi rozmawiać. Czasami też zdarza mi się testować różne rzeczy. Na przykład Pana A czytała Maja, która dziś jest studentką; poprosiłam ją o lekturę dramatu pod kątem poprawności użycia młodzieżowego slangu. Teksty wysyłałam też bratankom mojego męża, żeby je przeczytali i powiedzieli, które wyrażenia trafiają, a które są źle użyte. Myślę jednak, że to nie jest najważniejsze w pisaniu dla młodszego czytelnika i nie to decyduje o tym, czy dramat trafi do widzów czy nie. Poza tym slang niestety zmienia się z prędkością światła. Doświadczam tego, gdy prowadzę warsztaty z młodzieżą w Teatrze Ludowym po spektaklu Kruk z Tower. Nigdy zresztą do końca nie wiadomo, jak tekst zostanie odebrany.

Pisząc, myślałam też o sobie, o małej Oli, która czasem czuła się niewidzialna. Kiedyś, jako dziecko, uczestniczyłam w próbie musicalu Świat za trzy grosze prowadzonej przez Jerzego Jana Połońskiego. W pewnym momencie zapytał nas: „to kto weźmie ten tekst?”. Powiedziałam cichutko: „ja mogę”. A on rozejrzał się dookoła i spytał ponownie: „no to kto bierze?”. Zgłosiła się moja koleżanka. To nie jest opowieść o tym, że Połoński mnie nie zauważył. Raczej o tym, że ta sytuacja pozwoliła mi sobie uświadomić, że jestem niewidzialna, ale to nie jest problem świata, tylko tego, że sama nie daję sobie prawa do widzialności. Ten temat był we mnie bardzo długo, jest ze mną cały czas, myślę, że pracuje też w niejednej kobiecie.

Kiedy patrzę na młodych ludzi przychodzących na różne moje zajęcia (teraz najczęściej spotykam się z uczniami szkół średnich i studentami), widzę tych, którzy mają umiejętność zwracania na siebie uwagi, i tych, którzy czekają na swój czas. Ten czas może nigdy nie nadejść, dlatego zawsze ich proszę, żeby się zgłaszali, aktywnie wypowiadali, czego chcą, i sięgali po to, co im się należy. Bardzo chcę, żeby ludzie, z którymi pracuję, krok po kroku ośmielali się do odważnego samostanowienia, ryzykowania i aktywności. Czasami życie kształtuje nas tak, że mamy różne zahamowania, ale praktyka czyni mistrza.

 

Pisząc, wyobrażasz sobie konkretne wystawienie sceniczne czy raczej skupiasz się na tekście i nie zastawiasz nad tym, jak mógłby zostać zrealizowany?

Najgorsze jest to, że ja wszystko widzę. Najgorsze, bo zdaję sobie sprawę, że to nie pomaga ani czytelnikowi, ani osobie, która chciałaby ten tekst wystawić. (Taka sceniczna adaptacja oczywiście sprawi mi wielką radość). Mam ściśnięte gardło, kiedy o tym mówię, bo to jest tak, że pisząc, wrzucam się w przestrzeń, nawet nie sceny, ale wewnętrznego świata tekstu. Jakkolwiek egzaltowanie to zabrzmi, ja naprawdę mieszkam w tym świecie – pisząc i potem jeszcze długo po skończeniu tekstu. Widzę sytuacje, które opisuję, widzę postaci – i trochę się nimi staję. Pod tym względem jestem bardzo zaborczą autorką, która uważa, że zawsze ma rację i wszystkie jej przekonania, interpretacje i uwagi o jej tekście – o zgrozo – są zawsze najlepsze.

 

Główna bohaterka Invisible to dziewczyna, która czuje się niewidzialna. Dramat zaczyna się i kończy odniesieniem do jej rodziców, którzy zostawiają jej list z informacją, że musi być dzielna, zająć się sobą, a oni wrócą dopiero wieczorem. Czytając, zastanawiałam się, czy rodzice w tym dramacie faktycznie są nieobecni tylko tymczasowo, czy może raczej brakuje ich w życiu bohaterki permanentnie.

Na pewno nie ma ich przy niej w tym momencie, w którym ją oglądamy. Wyobrażałam sobie, że oni są bardzo mocno zaangażowani w swoje życie. W liście wspominają też, że bohaterka ma pomóc siostrze, ta jednak nie pojawia się jako postać dramatu. Zakładam, że to może być znak ukrytego problemu. Pedagog i terapeuta rodzinny Jesper Juul pisał o „niewidzialnych dzieciach”. One nigdy nie mówią, czego chcą, nie walczą o swoje, nie okazują, że czują się źle albo dobrze, próbują zachować neutralność. Dziecko może stać się „niewidzialne”, kiedy jego mama albo tata zmagają się z uzależnieniami, w rodzinie jest rodzeństwo z niepełnosprawnością wymagające opieki i uwagi, czy kiedy życie rodziców koncentruje się głównie na pracy. „Niewidzialne dziecko” w takich przypadkach nie chce być ciężarem. Nasza bohaterka radzi sobie ze swoją niewidzialnością poprzez przeglądanie się w cudzych oczach, naśladowanie innych, wyręczanie ich i staranie się, by za wszelką cenę zasłużyć na uwagę. Szuka na zewnątrz czegoś, co pomoże jej zbudować tożsamość.

 

Wspomniałaś o siostrze, która zostaje wymieniona w liście. Czy dziewczynka, którą goni główna bohaterka, to jednak ona? Czy może ta scena to pogoń za samą sobą? Albo może da się ją rozumieć jeszcze inaczej?

Myślałam o tym dość dosłownie: dziewczynka to główna bohaterka sprzed lat. Reprezentuje coś, co uciekło, coś, co ciągle w niej płacze. Oczywiście istnieje też możliwość takiego odczytania tej sceny, w którym Dziewczynka jest młodszą siostrą Dziewczyny. Pokazywałoby nam to mechanizm, w którym dziecko, które czuje się niewidzialne, za wszelką cenę chce pomagać innym. Mnie chyba jednak bardziej chodziło o to, żeby pogoń za dziewczynką symbolizowała potrzebę spotkania za wszelką cenę z samą sobą. I taką sytuację, w której intuicja wyprzedza logikę. Coś nas pcha. Nasze ciało jest mądrzejsze od nas.

 

Chciałam zapytać też o postać sytuującą się na pograniczu realności i metafory, która w dramacie nazywa się Nikt. Kim on jest?

Wyobrażam go sobie jako wewnętrznego krytyka, który stale towarzyszy głównej bohaterce i hamuje jej działania. Ocenia ją, osłabia, odbiera jej siły. Długo po tym, jak skończyłam pisać, pomyślałam, że trochę szkoda, że Nikt znika. Oczywiście ze względów strukturalnych to, że przeradza się w dziewczynkę, jest bardzo sprytne i atrakcyjne. Jednak gdy patrzę na to bardziej życiowo, myślę, że nie chodzi przecież o to, żeby wewnętrznego krytyka zakneblować, unicestwić, albo udawać, że go nie ma. Lepiej posadzić go obok siebie, uznać jego istnienie, ale też wysłać mu jasny komunikat: „jesteś częścią mnie, ale nie ty tu rządzisz”. Myślę, że gdybym miała jeszcze raz redagować Invisible, to zawarłabym tam sugestię: Nikt jest i będzie, i to jest ok. Istotne pozostaje to, jak sobie z nim poradzi dziewczyna – na tym etapie życia, na którym jest.

 

Nikt wciela się w Mistrzynię Ceremonii i Projekt Menagera. Zawarte w dramacie didaskalia podkreślają, że to jedna i ta sama postać. Dlaczego? Co łączy te trzy osoby?

To chyba pytanie o źródło sytuacji, w której wewnętrzny krytyk jest się w stanie bardzo wygodnie rozsiąść w naszym życiu. Mistrzyni Ceremonii prowokuje do tego, żeby odpowiadać na aktualne trendy, czy raczej kopiować je jeden do jednego, inspirować się wszystkim tym, co na zewnątrz, wchłaniać to w siebie. Projekt Menager też proponuje ścieżkę, w której cały czas trzeba szukać potwierdzenia w cudzych oczach bez względu na to, czy chodzi o wygląd zewnętrzny czy o osiągnięcia intelektualne – ważne, żeby sprostać oczekiwaniom innych ludzi. Spotkanie ze sobą nie następuje jednak ani w tym, jak świetnie będziemy ubrani, ani w tym, że będziemy mieli same szóstki. Żadna z tych spraw nie uciszy wewnętrznego krytyka, którym w dramacie jest Nikt zakładający różne maski. To, co może natomiast nam pomóc, to odzyskanie poczucia, że mamy prawo do zajmowania przestrzeni w świecie, a nasza wartość jest bezwzględna.

 

Projekt Menager dzieli życie na trzydziestosekundowe odcinki – żadnego nie pozwala zmarnować. Czytając, zastanawiałam się, na ile to właśnie jest przestrzeń, w której znajdują się rodzice głównej bohaterki – przestrzeń skrajnej produktywności, gdzie nie ma czasu na wychowywanie dziecka.

Rodzice bohaterki pewnie przejęli wiele od swoich rodziców, więc chyba nie jest tak, że to, jak Dziewczyna się czuje, to tylko ich wina. Idea maksymalnego wykorzystania czasu ciąży także nade mną: zanim się z tobą połączyłam, myślałam, co mogę zrobić w piętnaście minut, które miałam do naszego spotkania. W dzieciństwie często słyszałam: „zobacz, ile mogłabyś zrobić, gdybyś nie oglądała telewizji” – pewnie stąd mam tę potrzebę ciągłego rozliczania się z każdej minuty. Możliwe, że rodzice głównej bohaterki też mają podobnie. Nie wiem jednak, czy to jest historia tylko o ich zaniedbaniach. To chyba opowieść o dzisiejszym świecie, który daje możliwość rozwijania niebezpiecznych prędkości.

 

Czy w finale bohaterce udaje się spotkać z samą sobą? Na końcu mówi, że jest zmęczona, widać w niej jakiś rodzaj rezygnacji. Zastanawiam się więc, czy to zakończenie radosne czy smutne. Czy bohaterka zdołała choć na chwilę rozliczyć się z Niktem, czy raczej ponosi porażkę?

Nie chciałabym myśleć, że ponosi porażkę. Ostatecznie udaje jej się nazwać przestrzenie, które ją bolą, sprawy, o których marzy. To jest moment, w którym buduje siebie. Bezsilność i zmęczenie też są częścią procesu samokształtowania. Dziewczyna mówi nam, że nie ma siły, co jest oznaką szczerości i przejawem tego, że spotkała się z samą sobą, poznała swoje granice. Nie jest już więc w tej sytuacji, w której musi pracować i nie ma przestrzeni na nazwanie, kim jest i czego pragnie. Udaje jej się nazwać to, czego chce, także dzięki spotkaniom z Woźnym. Wyobrażam sobie, że bohaterka ma mniej więcej dwanaście lat. To jeden z kluczowych momentów w rozwoju młodego człowieka – czas zmian fizycznych, emocjonalnych i tych w obszarze życia społecznego. Nie chcę więc myśleć, że cała ta gonitwa bohaterki była po nic i że ona na końcu jest wyłącznie zmęczona. Czasem, po tym kiedy odpuścimy, popłaczemy i wykrzyczymy to, co nas boli i czego chcemy, a na co się nie zgadzamy, następuje moment spotkania z samym sobą. Wydawało mi się, że Invisible nie jest smutnym tekstem, ale niesie nadzieję, chociaż teraz, kiedy podałaś to w wątpliwość, zaczynam się zastanawiać, czy na pewno taki będzie odbiór.

 

Nie uważam, że to smutny tekst, ale myślę, że nie kończy się jakimś wybuchem optymizmu. W finale Dziewczyna idzie spać, a obok niej siada Dziewczynka. Kiedy bohaterka się obudzi, będzie musiała znowu podjąć walkę, choć jak rozumiem, będzie już w innym miejscu niż dzień wcześniej.

Tak, liczę na to, że kiedy się obudzi, po tym jak już nazwała to, czego pragnie, zacznie kolejny dzień z zupełnie innego poziomu.

 

Wywiad przeprowadzono w sierpniu 2025 roku.

 

Aleksandra Barczyk – absolwentka teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz Akademii Praktyk Teatralnych w Gardzienicach. Instruktorka teatralna i cyrkowa, bajarka, współzałożycielka Fundacji Wszyscy Obecni. Na co dzień związana ze Staromiejskim Centrum Kultury Młodzieży w Krakowie. Laureatka Nagrody Prezydenta Miasta Krakowa (2009, 2016), Nagrody Ministra Edukacji Narodowej (2018), Nagrody im. Haliny Machulskiej (2020). Zdobywczyni pierwszego wyróżnienia w 35. Konkursie na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży (2024) za debiutancki tekst Pan A. Otrzymała stypendium w ramach programu „Kultura w sieci” (2020) oraz Stypendium Twórcze Miasta Krakowa (2021). Wraz z Fundacją Wszyscy Obecni została nagrodzona w Konkursie Liderzy Zmian (druga nagroda, 2021) oraz Animator Roku (pierwsza nagroda w kategorii Podmioty, 2022). Współpracowała z licznymi festiwalami, m.in. NieKongres, Bulwar[t] Sztuki, Mała Boska Komedia, Slot Art Festival, Ogólnopolski Festiwal Opowiadaczy.

Katarzyna Waligóra – doktorka nauk humanistycznych, asystentka w Katedrze Teatru i Dramatu na Uniwersytecie Jagiellońskim. Recenzentka, edukatorka, autorka książki Koń nie jest nowy. O rekwizytach w teatrze oraz współredaktorka monografii Teatr brzydkich uczuć. Wspólnie z Katarzyną Niedurny prowadzi Podcast o Teatrze.

 

Logotyp Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz informacja o dofinansowaniu ze środków Ministra.

Czytaj inne

Czas buntowniczek, czyli o teatrze serbskim dla młodego widza

22.12.2025

Z Gabrielą Abrasowicz, tłumaczką sztuk teatralnych opublikowanych w tomie Pół na pół. Antologia serbskiej dramaturgii dla dzieci i młodzieży (56 tom serii Nowe Sztuki dla Dzieci i Młodzieży) rozmawia Kinga Piotrowiak-Junkiert.

Czytaj dalej

W poszukiwaniu skutecznego zdziwienia

16.12.2025

– z Honoratą Mierzejewską-Mikoszą, Karoliną Pestą i Moniką Tomczyk rozmawia Katarzyna Lemańska.

Czytaj dalej

Teatr jest dla mnie całym światem!

09.12.2025

Rozmowa z Mileną Minją Bogavac, „kobietą orkiestrą”, serbską dramatopisarką, dramaturżką, reżyserką teatralną, performerką, działaczką kultury i pedagożką teatru

Czytaj dalej

Ukołysać to, czego się boimy

07.10.2025

Z Karoliną Pestą, autorką sztuki Kołysanka dla myszy i uczestniczką tegorocznego programu pisarskiego rozmawia Zuzanna Berendt.

Czytaj dalej

Czas wyruszyć na poszukiwanie młodego widza

01.10.2025

Zapis rozmowy z Joanną Żygowską, dyrektorką Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu, oraz Magdaleną Przybylską z Działu Sztuki i Edukacji Kulturowej CSD. Rozmowę prowadziła Natalia Parfliniak.

Czytaj dalej

Opuścić starą bajkę

23.09.2025

Z Hanką Dziubińską, uczestniczką tegorocznego Programu pisarskiego i autorką dramatu "Jachu i Gośka" rozmawia Zuzanna Berendt.

Czytaj dalej

Zatracenie

18.09.2025

Z Pawłem Ficem, zdobywcą III nagrody w 36. Konkursie na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży, o dramacie „Zuzia rozmawia z humbakami” rozmawia Katarzyna Waligóra.

Czytaj dalej

Kraina porażki

04.09.2025

Z Urszulą Gołdowską, zdobywczynią I nagrody w 36. Konkursie na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży, o dramacie „Kompania Kompletnej Klęski” rozmawia Katarzyna Waligóra.

Czytaj dalej

Czego poszukujecie w teatrze dla młodej widowni?

13.02.2025

Wywiad-ankieta z osobami jurorskimi z różnych niemieckojęzycznych konkursów dramatopisarskich.

Czytaj dalej

Margines środowiskowego zainteresowania

30.12.2024

Z Mariuszem Gołoszem, autorem sztuki „POV: masz 12 lat i prze****ne”, rozmawia Katarzyna Niedurny.

Czytaj dalej