Elipse
Powrót

Wywiady

18.09.2025

Zatracenie

„Zależy mi na tym, żeby każdy samodzielnie zdecydował, dokąd Zuzia wraca i dokąd powinna wrócić. I tak naprawdę każda odpowiedź jest tu odpowiednia”.

– z Pawłem Ficem, zdobywcą III nagrody w 36. Konkursie na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży, o dramacie „Zuzia rozmawia z humbakami” rozmawia Katarzyna Waligóra.

 

Zawodowo zajmuje się pan księgowością. Jak to się stało, że zaczął pan pisać dla teatru?

Pisanie było pierwsze, księgowość przyszła później. Pisanie jest głęboko zakorzenioną częścią mojej osobowości, a księgowość to zawód, który wykonuję. Zdaje się, że ani mi on nie pomaga, ani nie przeszkadza w pisaniu. Wiem jednak, że to połączenie może wydawać się niecodzienne: księgowy stereotypowo jest człowiekiem pozbawionym fantazji, zakotwiczonym w liczbach, twardo stąpającym po ziemi. I pewnie często to prawda. Ale może też właśnie dzięki temu mam w sobie potrzebę tworzenia innych światów i łapania oddechu poprzez ucieczkę w fikcję.

 

Wiem, że pisze pan też dla dorosłych, ale dlaczego postanowił pan stworzyć dramat dla dzieci?

Myślę, że najważniejszy jest dla mnie temat. Kiedy znajduję problem, który chciałbym poruszyć, chcę go z siebie wydobyć, zrealizować, opisać, nadać mu kształt. Dopiero potem pojawia się pytanie, do kogo tak powstały tekst trafi. Myślę, że utwór sam sobie wybiera odbiorcę, bo inne rzeczy interesują dzieci, inne młodzież, a inne dorosłych. Nie było więc tak, że chciałem napisać dramat dla młodszego widza, bo na przykład uznałem, że to bardzo istotna grupa i trzeba do niej adresować teksty. Oczywiście to są bardzo ważni odbiorcy, ale u mnie proces zachodzi odwrotnie. Najpierw szukałem tematu, a kiedy go znalazłem, stwierdziłem, że jest odpowiedni dla dzieci, chociaż myślę, że dorośli też mogą znaleźć w tym tekście wątki, które będą dla nich interesujące.

 

A skąd wiedział pan, jaki język okaże się najbardziej odpowiedni dla młodszego widza?

Nie wiedziałem. Chyba zawsze pracujemy na jakimś wyobrażeniu tego, co dzieci chciałyby usłyszeć. Nie będąc w ich wieku i w ich sytuacji, nie jesteśmy w stanie w pełni ich zrozumieć i dowiedzieć się, czego tak naprawdę chciałyby słuchać. Możemy oczywiście bazować na tym, co pamiętamy z własnego dzieciństwa, ale nasze wspomnienia niekoniecznie współgrają z potrzebami, które pojawiają się dziś. Oczywiście istnieją jakieś problemy, które dotyczą ludzi w każdym wieku – te tematy też możemy podejmować i rozwijać. Ale kiedy wchodzimy w szczegóły? Często mam wrażenie, że to my – dorośli narzucamy dzieciom i młodzieży określony dyskurs, a oni na niego odpowiadają.

Pewne wyobrażenie o świecie i potrzebach młodszych odbiorców daje mi natomiast to, że jestem ojcem dwójki dzieci. Moja córka ma dziewięć lat – pisząc dramat Zuzia rozmawia z humbakami, myślałem o niej. Zastanawiałem się na przykład, czy byłaby w stanie zrozumieć tę albo inną scenę, czy może okazałaby się dla niej za trudna. Myślałem o tym, czy ten tekst byłby dla niej ciekawy, czy byłby w stanie poruszyć jej wyobraźnię. Obserwowałem też to, czym ona się interesuje, co jest dla niej ważne i jaki przekaz do niej trafia.

 

A czytał pan córce swój dramat?

Tak, ale już po skończeniu tekstu. W czasie pisania nie miałem możliwości konsultowania się z nikim, ale też nie widziałem takiej potrzeby. Wolałem przeczytać córce coś, co jest już gotowe. Niestety tutaj pojawiał się pewien problem: tak długi i złożony tekst czasem powodował, że trudno było jej się na nim skoncentrować. Chyba jest jeszcze za mała, żeby mogła go słuchać z łatwością. Natomiast starałem się obserwować jej reakcje i to, jak wrażenia z lektury odbijają się na jej twarzy. Czasami widziałem po jej minie, że coś przekombinowałem, że czegoś nie rozumie, albo że coś, co mnie wydawało się bardzo śmieszne, jej w ogóle nie rusza. Czy to jakoś wpływa na to, jak piszę, albo prowadzi do korekt w tekście? Jak dotąd nie musiałem dokonywać radykalnych zmian. Te konfrontacje są jednak dla mnie ważne.

 

A jak wygląda pana proces pisania? Czy jest pan twórcą uporządkowanym, który codziennie wygospodarowuje czas na stworzenie fragmentu tekstu, czy może przeciwnie – chaotycznym, albo takim, który pisze tylko w wolnych chwilach?

Znalezienie tematu zawsze jest kwestią powiewu fantazji. Temat przychodzi pierwszy i bardzo mnie dręczy, dopóki go nie sfinalizuję. Noszę go w sobie, czasami odbija się on w moich snach i wiem, że muszę go z siebie wydobyć, bo inaczej będzie mnie uwierał. Piszę chyba przede wszystkim dla siebie, żeby samemu wzbogacić się pisaniem. Oczywiście cieszy mnie, jeśli tekst zostanie zauważony, doceniony czy nagrodzony, przede wszystkim dlatego, że wtedy wiem, że rzeczywiście został przeczytany.

Na tym początkowym etapie zdarza się, że zainspiruje mnie jedno słowo albo fragment utworu muzycznego. Dźwięk bardzo mocno współgra u mnie z pisaniem – często tekstowi towarzyszy jakiś przewodni utwór, który otwiera przede mną nowe światy. W przypadku dramatu Zuzia rozmawia z humbakami inspiracją był obraz wieloryba i dźwięk jego śpiewu. Ten śpiew wydał mi się piękny i poruszający, więc chciałem pójść za tym tematem. Chciałem też, żeby moja córka mogła kiedyś pójść do teatru, zobaczyć świat oceanu, wielorybów i usłyszeć ich śpiew. Tym razem więc pierwsza ukazała mi się forma, a nie konkretne słowa czy przesłanie. Widziałem obraz migoczącego światła i słyszałem dźwięk.

Kiedy wiem już, na jaki temat będę pisał, pozwalam mu dojrzeć i się rozwinąć. Daję sobie czas. A później siadam do pisania i tu rzeczywiście mój styl tworzenia robi się bardzo uporządkowany. Wyznaczam sobie konkretne zadanie, na przykład „codziennie napiszę 500 słów”, i to jest taki poziom minimalny, który staram się osiągnąć.

 

I to się udaje?

Tak. Często planuję, ile mniej więcej sztuka ma mieć znaków czy słów, i na tej podstawie układam sobie timeline pisania. Mam na przykład założenie, że na realizację potrzebuję dwóch albo trzech tygodni, i staram się to wypełniać. Tu chyba odzywa się ta moja dusza księgowego: excele, formułki, przekonanie, że wszystko da się policzyć i uporządkować. Ale u mnie to się sprawdza i pomaga mi tworzyć.

 

Wspomniał pan, że pierwszym źródłem inspiracji był obraz wieloryba. Przyznaję, że nigdy nie słyszałam o humbakach, i początkowo, znając tylko tytuł tekstu, myślałam, że będzie on opowiadał o jakichś fikcyjnych stworzeniach. Dopiero w czasie lektury zorientowałam się (i potwierdziłam researchem), że chodzi o gatunek wieloryba. Dlaczego Zuzia rozmawia akurat z humbakami?

Na przykład dlatego, żeby osoby czytające czy oglądające spektakl mogły się o nich trochę więcej dowiedzieć. Chciałem też pokazać, że Zuzia naprawdę zna się na świecie humbaków, jest w nim mocno zakorzeniona i to jej prawdziwa pasja. Bohaterka wie o tych zwierzętach wszystko, zna ich trasy migracyjne, a nawet potrafi śpiewać po humbacku.

A dlaczego akurat humbaki? Nie wiem… To musi mieć związek z jakimś wspomnieniem z przeszłości – musiałem widzieć, albo słyszeć wieloryba i potem skojarzyłem go z humbakiem. Kiedy poczytałem o tych zwierzętach więcej, bardzo mi się spodobały. Zainspirowało mnie szczególnie to, że migrują i śpiewają. W okresie, kiedy pisałem sztukę, w Międzyzdrojach pojawił się prawdziwy humbak – ten zbieg okoliczności dodatkowo utwierdził mnie w przekonaniu, że to właściwy wybór.

 

W dramacie mamy sceny rozgrywające się w dwóch miejscach: w czasie morskiej podróży Zuzi oraz w szkolnej klasie. Obie przestrzenie się ze sobą mieszają. To prowadzi mnie do pytania o to, na ile podróż Zuzi jest realna, a na ile stanowi metaforę.

Na pewno podróż Zuzi i jej obcowanie z wielorybami są metaforą… Chyba przede wszystkim metaforą zatracenia się. W prawdziwym świecie bohaterka wydaje się zagubiona i samotna. Szuka swojego miejsca. W tym procesie odnajduje humbaki i coraz mocniej zakorzenia się w ich świecie. Mówiłem już, że humbaki wydały mi się piękne. Myślę, że piękno może nas olśnić, ale jeśli zbyt długo będziemy się wpatrywać w jego źródło, możemy zostać przez nie oślepieni, a nawet ulec zaślepieniu. Wydaje mi się, że Zuzia w pewnym momencie stała się zaślepiona humbakami, co prowadziło do tego, że powoli zaczęła odrzucać prawdziwy świat i zatracać się w swojej podróży. W jednej ze scen dramatu mówi nawet, że chciałaby zostać na zawsze z wielorybami. Dopiero Wiosło sprowadza ją na ziemię, gdy tłumaczy, że humbaki nie chcą, żeby z nimi została, ale pragną ją zaprowadzić do domu.

Tak więc podróż Zuzi jest metaforą zagubienia i pod tym względem może przypominać nam coś, co znamy z prawdziwego życia. Ludzie, zwłaszcza młodzi, często mają różne pasje: wchodzą w świat muzyki, sportu, gier komputerowych i tak dalej. Zdarza się, że ograniczają kontakty towarzyskie do jednej czy dwóch osób, żeby móc więcej czasu poświęcić tym zainteresowaniom. Tylko że w pasji też można się zatracić, a wskutek tego stracić kontakt z rzeczywistością i tym, co ważne. Grozi nam wtedy, że nasze życie przestanie być tak wielowymiarowe, jak powinno.

 

Skąd pomysł, żeby Zuzi w morskiej podróży towarzyszyły przedmioty? Czy Harpun i Wiosło to w ogóle są przedmioty użytkowe, czy raczej postaci ludzkie o nietypowych imionach?

Aby wyruszyć w podróż, Zuzia musiała zabrać ze sobą jakieś przedmioty. Od razu pomyślałem, że wiosło jest w tej sytuacji dość oczywiste, a harpun będzie super, bo to ładny obiekt. W dramacie okazuje się zaskakujący. Harpun powinien przecież być ostry, twardy i ciężki. To nie jest przedmiot, którego używamy, żeby nawiązywać przyjaźnie; raczej, żeby kogoś skrzywdzić lub coś uszkodzić. Tymczasem w tekście harpun nie jest naostrzony – ma pełnić funkcję dekoracyjną i nie zamierza nikogo atakować.

Faktycznie jednak w dramacie te dwa przedmioty są mocno personifikowane. Może dlatego tak się dzieje, że w prawdziwym świecie Zuzia ma trudności w kontaktach z ludźmi, więc przerzuca uwagę na przedmioty… Myślę, że można próbować to tak interpretować. Jak widać, często nie uświadamiamy sobie sensu tego, co sami piszemy. Dopiero gdy odpowiadamy na pytania, rozmawiamy z innymi, odkrywamy nowe interpretacje i uświadamiamy sobie, że rzeczywiście coś można odczytać w określony sposób. Mocno wierzę w to, że pisząc, nie do końca ogarniamy to, co tworzymy, i że w literaturze istnieją pokłady sensu ukryte nawet dla autora. To jest piękne w pisaniu. W czytaniu chyba też, skoro można zobaczyć więcej niż autor.

 

Z wykształcenia jest pan teologiem. Zastanawiam się, czy ma to jakiś wpływ na sposób pana pisania, albo na tematy, które pan podejmuje.

Rzeczywiście, to, jakie wykształcenie wybieramy, mocno zależy od naszej osobowości, a z drugiej strony studia na tę osobowość silnie wpływają. Tego, czego się uczymy, nie da się zapomnieć, więc mnie towarzyszy teologiczne poszukiwanie jakiejś głębi, metafory odkrywającej rzeczywistość, pragnienie znalezienia sensu i możliwie wielu znaczeń. Pisząc, na pewno, staram się dotknąć czegoś głębszego, zamiast poprzestać na pierwszym, najbardziej powierzchownym poziomie znaczeń, które wyłaniają się z tekstu. To zabrzmi może nieco patetycznie, ale staram się wchodzić w głąb, żeby treści, które tworzę, miały charakter uniwersalny. Nie chcę pisać prostych morałów czy porad typu „bądź grzeczny”, „bądź dobry”, „uważaj, żeby się nie zatracić”. Staram się zostawiać dużo śladów i ścieżek otwierających możliwość dostrzeżenia czegoś więcej.

Tak więc rzeczywiście wykształcenie teologiczne bardzo mocno wpłynęło na to, jak piszę. Nie mówię, że każdy tekst kieruję ku uniwersum czy szukam w dramatach Boga, ale na pewno staram się znaleźć coś głębszego. W czasie studiów mocno skupiałem się na lekturze pism Józefa Tischnera; pisał on o wypełnianiu aksjologicznych pustek – sztuka powinna nas konfrontować z sytuacjami, zdarzeniami, wreszcie relacjami, których nie zdołaliśmy jeszcze aksjologicznie wypełnić. W życiu ciągle spotykamy sytuacje, które każą nam się do nich odnieść i wszystko przewartościowywać. Myślę, że w swoich tekstach szukam tej klasycznej triady: dobra, piękna, prawdy.

 

W finale dramatu humbaki zabierają Zuzię do domu. To podróż, w którą bohaterka wyrusza bez Harpuna i Wiosła. Czym jest dom, do którego wraca dziewczynka? Czy to realna przestrzeń, czy raczej metafora – może śmierci, albo jakiejś ważnej życiowej zmiany związanej z wiekiem?

Myślałem o tych wszystkich rzeczach, które właśnie pani wymieniła. Chciałem pozostawić czytelnika i widza z tym, co sam dostrzeże w tekście. Zależy mi na tym, żeby każdy samodzielnie zdecydował, dokąd Zuzia wraca i dokąd powinna wrócić. I tak naprawdę każda odpowiedź jest tu odpowiednia. Rzeczywiście zawarłem w dramacie trop, że bohaterka umiera. Jest też inny, który mówi, że chodzi o realny dom. Być może Zuzi udaje się zrozumieć, że chociaż bardzo kocha humbaki i się nimi fascynuje, to jej miejsce jest gdzie indziej – wśród ludzi. Można też zastanawiać się nad ludzką naturą, która niestety nie działa tak, że jeśli doświadczyliśmy czegoś dobrego, to wszystko w naszym życiu musi zmienić się na lepsze. Wszystkie te tropy są nie tylko właściwe, ale też równoprawne.

 

Załóżmy na chwilę, że Zuzia wraca do domu, który jest prawdziwym miejscem wśród bliskich ludzi. Czy jest nadzieja na to, że będzie umiała się z nimi porozumieć? Czy raczej zaakceptuje to, że nigdy nie znajdzie typowej formy komunikacji?

Tu można zapytać, czym jest typowa forma komunikacji. Każdy z nas jest inny więc chyba nie ma czegoś takiego, choć oczywiście to ludzka komunikacja w znaczeniu, że typowa dla ludzi. Jeśli rozmawiają ze sobą dwie osoby i nawet jeśli łączność między nimi zostaje zaburzona, to wciąż jest to coś ludzkiego. Nie chciałbym rozróżniać między typową a nietypową komunikacją, bo to może prowadzić do szufladkowania, a następnie wartościowania. Natomiast czy Zuzia będzie potrafiła znaleźć sposób rozmowy z innymi ludźmi? Nie wiem. Do tego chyba zawsze potrzebne są dwie strony i obie muszą podjąć starania. Nasza bohaterka może natomiast chcieć się komunikować i może podejmować ku temu próby. Może zrozumieć, że warto to robić. Przyjąć, że tak, jest inna, porozumiewa się inaczej niż jej rówieśnicy, ale mimo to chcieć spróbować współistnieć z nimi w świecie. Zrozumieć, że może coś wnieść do rozmowy, ale też nauczyć się czegoś od innych. Chciałbym, żeby tak było. Mam nadzieję, że mój tekst będzie pomagał takim Zuziom i zachęcał je, żeby podejmować starania, zamiast wybierać zamknięcie, odcinanie się od innych i trwanie w lęku.

 

Zastanawiające jest w tym kontekście to, że kiedy Zuzia wreszcie spotyka swoje ukochane wieloryby, nie potrafi się z nimi porozumieć. Dzieje się tak, chociaż wcześniej dostawaliśmy sugestie, że bohaterka zna ich język – w didaskaliach kilka razy pojawia się informacja: „Zuzia śpiewa po humbacku”. W momencie spotkania, w komunikacji musi jednak pośredniczyć Wiosło. Dlaczego tak jest?

Mówiliśmy już o tym, że podróż w świat humbaków to metafora zatracenia się w czymś, co jest dla nas ważne. Myślę, że ulegając takiemu zatraceniu, możemy myśleć, że to jest cały nasz świat. Utożsamiamy się z tym czymś tak głęboko, że niemal się z tym jednoczymy, i wydaje nam się, że nie ma już niczego innego. Tylko, że tak nie jest. I to właśnie chciałem pokazać: Zuzia nie jest humbakiem. W dramacie wieloryby śpiewają: „jesteśmy humbakami, a ty – ludzkim dzieckiem”. Zwierzęta mówią jej, że jest czymś innym – nawet jeśli będzie bardzo blisko, nawet jeśli spędzi z nimi całe życie i będzie starała się śpiewać jak one, nie stanie się wielorybem. I to dobrze dla niej, bo jest dziewczynką i człowiekiem. Humbaki mówią jej: twój świat nie jest w pełni naszym światem, a nasz nigdy nie będzie w pełni twoim. Pisząc o tym, że Zuzia nie rozumie wielorybów, starałem się więc zawrzeć pewną przestrogę.

 

W scenicznej adaptacji, w momencie, kiedy pojawia się śpiew humbaków można oczywiście użyć dźwięków prawdziwych wielorybów. Można jednak, jak mi się wydaje, wykorzystać też jakąś inną melodię. Czy jest jakiś rodzaj dźwięku, który wyobrażał pan sobie, że mógłby tutaj zostać zaprezentowany?

To musiałoby być coś w podobnym duchu: czysta, tęskna muzyka, podobna do śpiewu humbaków. Nie zastanawiałem się nad tym, bo naturalnie myślałem głównie o użyciu w tych miejscach odgłosów wielorybów. Puszczałem je sobie zresztą w zapętleniu w czasie pisania, starałem się w nie wsłuchać i w ten sposób wczuć w podróż do świata humbaków.

 

Czy podczas pisania zazwyczaj wyobraża pan sobie konkretną inscenizację?

W przypadku dramatu Zuzia rozmawia z humbakami wyszedłem od formy. Jako pierwszy ukazał mi się ciepły, stonowany obraz oceanu nocą, w którym pływają wieloryby. Nie zastanawiałem się jednak nad konkretnymi pomysłami inscenizacyjnymi. Nigdy nie pracowałem w teatrze, na spektakle chodzę tylko jako widz, więc nie mam nawet skąd czerpać takich wyobrażeń.

 

A gdyby dramat Zuzia rozmawia z humbakami miał zostać przeniesiony na scenę, to chciałby pan być zaangażowany w ten proces, czy wolałby pan przyjść zobaczyć gotowy spektakl?

Na pewno bym się wtrącał, taka już moja natura. Oczywiście wiem, że dramat po napisaniu powinien żyć życiem, które nadadzą mu realizatorzy, ale chciałbym brać udział w powstaniu spektaklu i móc się wypowiedzieć. Podpowiadałbym, ale nie chciałbym niczego na rzucać, bo wiem, że tekst nie jest wyłączną własnością autora.

Wywiad przeprowadzono w sierpniu 2025 roku.

 

Paweł Fic – autor bajki Brakujące igiełki wydanej w zbiorze Blogowe dbajki (2011), powieści Siedem wzgórz Katowic (2014) oraz sztuki Byle do wschodu, wyróżnionej otwartym konkursie na utwór dramatyczny dla projektu pod nazwą TEATROTEKA, organizowanym przez Stowarzyszenie Autorów ZAiKS oraz Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych w Warszawie (2021). Zdobywca wyróżnienia w Konkursie Sztuka Teatralna w ramach projektu „Alchemia Teatralna” za tekst Klamka (2022). Laureat pierwszej nagrody w 33. Konkursie na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży za sztukę O Alusi z dachu (2022), opublikowanej w 49. tomie serii Nowe Sztuki dla Dzieci i Młodzieży.

Katarzyna Waligóra – doktorka nauk humanistycznych, asystentka w Katedrze Teatru i Dramatu na Uniwersytecie Jagiellońskim. Recenzentka, edukatorka, autorka książki Koń nie jest nowy. O rekwizytach w teatrze oraz współredaktorka monografii Teatr brzydkich uczuć. Wspólnie z Katarzyną Niedurny prowadzi Podcast o Teatrze.

 

Logotyp Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz informacja o dofinansowaniu ze środków Ministra.

Czytaj inne

Czas buntowniczek, czyli o teatrze serbskim dla młodego widza

22.12.2025

Z Gabrielą Abrasowicz, tłumaczką sztuk teatralnych opublikowanych w tomie Pół na pół. Antologia serbskiej dramaturgii dla dzieci i młodzieży (56 tom serii Nowe Sztuki dla Dzieci i Młodzieży) rozmawia Kinga Piotrowiak-Junkiert.

Czytaj dalej

W poszukiwaniu skutecznego zdziwienia

16.12.2025

– z Honoratą Mierzejewską-Mikoszą, Karoliną Pestą i Moniką Tomczyk rozmawia Katarzyna Lemańska.

Czytaj dalej

Teatr jest dla mnie całym światem!

09.12.2025

Rozmowa z Mileną Minją Bogavac, „kobietą orkiestrą”, serbską dramatopisarką, dramaturżką, reżyserką teatralną, performerką, działaczką kultury i pedagożką teatru

Czytaj dalej

Ukołysać to, czego się boimy

07.10.2025

Z Karoliną Pestą, autorką sztuki Kołysanka dla myszy i uczestniczką tegorocznego programu pisarskiego rozmawia Zuzanna Berendt.

Czytaj dalej

Czas wyruszyć na poszukiwanie młodego widza

01.10.2025

Zapis rozmowy z Joanną Żygowską, dyrektorką Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu, oraz Magdaleną Przybylską z Działu Sztuki i Edukacji Kulturowej CSD. Rozmowę prowadziła Natalia Parfliniak.

Czytaj dalej

Opuścić starą bajkę

23.09.2025

Z Hanką Dziubińską, uczestniczką tegorocznego Programu pisarskiego i autorką dramatu "Jachu i Gośka" rozmawia Zuzanna Berendt.

Czytaj dalej

Odzyskać prawo do zajmowanej przestrzeni

11.09.2025

Z Aleksandrą Barczyk, zdobywczynią II nagrody w 36. Konkursie na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży, o dramacie „Invisible” rozmawia Katarzyna Waligóra.

Czytaj dalej

Kraina porażki

04.09.2025

Z Urszulą Gołdowską, zdobywczynią I nagrody w 36. Konkursie na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży, o dramacie „Kompania Kompletnej Klęski” rozmawia Katarzyna Waligóra.

Czytaj dalej

Czego poszukujecie w teatrze dla młodej widowni?

13.02.2025

Wywiad-ankieta z osobami jurorskimi z różnych niemieckojęzycznych konkursów dramatopisarskich.

Czytaj dalej

Margines środowiskowego zainteresowania

30.12.2024

Z Mariuszem Gołoszem, autorem sztuki „POV: masz 12 lat i prze****ne”, rozmawia Katarzyna Niedurny.

Czytaj dalej